Piotr "TJWW_Ogon"

Piotr "TJWW_Ogon"

Piotr "TJWW_Ogon"

TJWW_Ogon_BadAss

CERTYFIKATY:

„coś ugryzło szwagra” Piotr "TJWW_Ogon"

TJWW_Ogon_BadAss

Jest to widok podjazdu pod mieszkanko, które za Zadarem wynajęliśmy na jedną noc. Miejsce urocze, właścicielka też bardzo w porządku (to co się dalej wydarzyło spowodowało, że zbladła i się na wszystko zgadzała 😀 ). Podjechaliśmy, dzwonimy, bo nikogo nie było. Pani właścicielka mówi mi przez telefon, że zaraz podjedzie. Po jakiś 5-10 min jest. Wita nas i prowadzi na górę. Tu istotna sprawa – Szwagier został na dole, co za chwilę będzie istotne. Wchodzimy na piętro, które mieliśmy zarezerwowane, a tam pełno ubrań i toboły ludków. Przerażenie w oczach właścicielki, dobra zaprasza nas do salonu na tym piętrze i dzwoni do siostry. Po wymianie zdań po chorwacku okazało się, że siostra myślała, że inni goście to my i ich zakwaterowała na naszym piętrze. To jeszcze nie ten moment kiedy zbladła, akcja rozegra sie za chwilę. Na razie zaczęła nas przepraszać i mówić, że zaraz ogarną z siostrą. I w tym momencie na piętro wchodzi Szwagier, zataczający się, spocony, cały blady, ledwo kontaktujący. Zdołał tylko powiedzieć ratujcie i położył się na podłogę.

Cała ekipa, poza 2 osobami, to ratownicy medyczni, albo pielęgniarki, więc zaczynamy badać co się stało i możliwymi sposobami próbować mu pomóc. Wiedzieliśmy, że będą upały więc nikt nie brał leków, bo i tak by się ugotowały. I to był największy błąd tej wyprawy. Powinniśmy mieć ze sobą chociaż adrenalinę, ot tak na wszelki wypadek. Lepsza przegrzana niż żadna. Jak go obróciliśmy na plecy i położyliśmy nogi wyżej to powiedział, że coś go ugryzło co wyglądało jak szerszeń. I tutaj wróćmy na chwilę do zdjęcia. Tych fioletowych kwiatków było duuuuużo. Podjazd wyglądał obłędnie. Dookoła latały jakieś owady, wielkości co najmniej małego palca u ręki. Początkowo nikt na nie nie zwrócił uwagi, aż do momentu kiedy jeden z nich zwrócił uwagę na Szwagra i go bezczelnie użarł. Szwagier zaczął puchnąć. Gdy leżał na plecach z nogami w górze, to gadał z nami, ale jak tylko próbował wstać tracił przytomność.

Właścicielka przez pierwsze 5 minut patrzyła na nasze poczynania cała blada. W pierwszej chwili myślała, że walnął już jakąś flaszkę na dole. Ale jak zaczęliśmy jej mówić, że najprawdopodobniej ma wstrząs anafilaktyczny, to wydzwoniła pogotowie (jej było się łatwiej po chorwacku dogadać, niż my byśmy męczyli się po angielsku, a poza tym nikt lepiej adresu nie znał niż ona). Przyjechało chorwackie pogotowie, podali leki które średnio zadziałały, potem się okazało, że mimo, iż zgłaszaliśmy pani lekarce, że coś go ugryzło i ma wstrząs anafilaktyczny to stwierdziła, że ma udar cieplny <facepalm>. Mówiliśmy, że jesteśmy medykami. Tłumaczymy, że szerszeń. Oni się patrzą jak na kosmitów i mówią, że u nich to są osy. Wypasione wielkości szerszenia w Polsce. Podali leki niezgodnie ze standardami i pewnie dlatego nie zadziałały… nie wiem, może inne wytyczne mają.

Zgodnie ze starym popartowskim przysłowiem „jeśli miejsce zdarzenia ma więcej niż jedno piętro, poszkodowany znajduje się najwyżej jak się da”. Pomogliśmy przenieść Szwagra do karetki, daliśmy kartę EKUZ, dowód i telefon. Spytaliśmy się gdzie jadą.

Wróciliśmy do spraw meldunkowych i zakwaterowania. Właścicielka cała blada powiedziała, że schodzi zapalić, a siostra już zadzwoniła do tamtych ludzi, że był błąd i muszą się przenieść do właściwych pokoi. My podjęliśmy decyzję, że musimy zostać jeszcze jedne dzień, bo od razu po wyjściu ze szpitala Szwagier nie będzie jechał w te upały.

Powiedzieliśmy właścicielce o dodatkowym dniu. Zgodziła się. Zanim wyszła przeprosiła za problem z mieszkaniem, życzyła zdrowia i powiedziała, żeby do niej dzwonić jak trzeba będzie jechać do Szwagra. Na szczęście stan był nie taki straszny, więc już wieczorem wiedział, że rano wychodzi. W Polsce go gryzły osy i nie miał uczulenia. Wieczorkiem wycieczka do Zadaru do szpitala.

Nazajutrz około 7-8 rano meldunek, że już można po niego jechać. Wiedziałem, że się wkurzy jak ogarniemy samochód, więc drugi kask w kufer i na Tenerce po Szwagra 🙂 I tutaj przestroga. Głupie 14 zł ubezpieczenia podróżniczego z kosztami leczenia nie są takie głupie. Okazało się, że Szwagier kupił tańszą polisę i ubezpieczył tylko motocykl. Karta EKUZ zadziałała, ale w Chorwacji ubezpieczenie obejmuje tylko usługi medyczne, a za sprzęt trzeba zapłacić 79 euro :V Dostał receptę na pena z adrenaliną, która kosztowała około 52 euro, a za 14 zł dziennie by miał zwrot kosztów. Także polecam wykupywać i sprawdzać jak wygląda obsługa medyczna w krajach tranzytowych i docelowych 🙂

Dalej Chorwacja. Traska piękna, cudowna, na GSy i Super Tenerke fantastyczna. Mimo opon 100% szosowych byliśmy zachwyceni.