Piotr "TJWW_Ogon"

Piotr "TJWW_Ogon"

Piotr "TJWW_Ogon"

TJWW_Ogon
TJWW_Ogon

CERTYFIKATY:

„póki powietrze nie schodzi to jedziemy” Piotr "TJWW_Ogon"

Wspomnienia z trasy… Na postoju, na autostradzie w Słowacji, znalazłem gwóźdź w oponie. Po krótkiej naradzie doszliśmy do  wniosku, że póki powietrze nie schodzi to jedziemy.

Od Budapesztu do granicy z Rumunią lało tak, że jak na stacji benzynowej buta zdjąłem to mi się woda wylała i myślałem, że obsługa mnie wygoni 😀 ale mopa nie chcieli dać, żebym wytarł. Rozwalił mi się główny telefon, na którym miałem bookingi, banki, karty, plan i eSim z internetem (blisko granicy z Ukrainą mieliśmy jechać, więc na wszelki eSim na Europę wykupiłem). Ekran przestał działać, mimo, że telefon IP67 czy jakoś tak i do 3 metrów zanurzenia. Na szczęście miałem zapasowy. Jakieś 50 km przed granicą zacząłem odczuwać pływanie tylnej opony, a jak dojechaliśmy do granicy z Rumunią to powietrza już było brak. Gwóźdź stwierdził, że pora dać o sobie znać. 

Około 30 min w plecy na samą oponę, plus godzina odpalania telefonu awaryjnego, bo nie tak łatwo było pologować się w niektóre aplikacje. A na sam koniec pan wielki organizator wycieczki (czytaj JA :D) zapomniał, że Rumunia to +1 godzina. Więc do wcześniej zarezerwowanego spanka nie dotarliśmy. Jeszcze google maps. Ostatnia wyprawa na jakiej jechałem z tym ustrojstwem. Nie dość, że nie utrzymuje trasy i samowolnie zmienia ją mimo ustawionych punktów, to dla mnie jest niespójna w komunikatach i trzeba było klikać Kontynuuj przy dojechaniu do punktu pośredniego. Nie wiem czy to zmienili. W tej ulewie co była do granicy Rumuńskiej to powodzenia w klikaniu 🙂 Za dużo razy mnie wypuściła w pole. Przy Ukraińskiej granicy kazała nam jechać w złą stronę. Po iluś kilometrach patrzę, że słupki graniczne są po prawej, a miały być po lewej i w tym momencie nawigacja się ocknęła i słyszę cudowny głos „Zawróć” 🙂

Ciemno się robi, nawigacja pokazuje jeszcze kupę czasu dojazdu, a przed nami Przełęcz Prislop (jak nie pomyliłem nazwy). Więc około 20 zarezerwowałem nowy nocleg. Staliśmy około 30 min pod chałupą, bo nikogo nie było. Po 20 minutach zadzwoniłem na numer z rezerwacji. Właściciel powiedział, że w 10 min będą. No i podjechali z piskiem opon, przywitali nas jak starych znajomych, przeprosili, że musimy czekać, ale muszą jeszcze pokoje przygotować, poczęstowali bimbrem i powiedzieli, że jutro możemy wyjechać o której chcemy 🙂

Takie przygody się najlepiej pamięta 🙂

TJWW_Ogon