500 mil pykło podczas tranzytu na Bałkany przed sezonem. Motyw przewodni wyjazdu to „Śladem Jugosłowiańskiej Betonozy”.
Sam termin wyjazdu na Bałkany uważam za idealny. Pustki i wszystko po taniości – nawet na chorwackim wybrzeżu. Jadąc Magistralą Adriatycką – zjeżdża się do dowolnej miejscowości, jedzie się deptakiem. Zatrzymujesz się i siadasz w 1 z 2 pustych knajp. Tak 2 knajp, które są na pewno dobre, utrzymują ją chodzący tam loklasi. Pozostali sezonowi restauratorzy albo kładą płytki, albo obecnie betonują podjazdy. Bezpośrednio z knajpy szukasz na booking noclegu albo prosisz kelnera o pomoc i masz go 20m od morza za 15euro.
Wisienką na torcie była niedoceniana Albania i Kosowo. Kosowo – w mojej ocenie dalej czuć tam „napięcie”.