Jakub Kosowski

Jakub Kosowski

CERTYFIKATY:

Realizacja małych marzeń

Jakub Kosowski
Jakub Kosowski

Ta podróż była dla mnie pewnego rodzaju spełnieniem małego marzenia – przejechania motocyklem po górach. Od dawna chciałem zrobić taką trasę i w końcu się udało. Najważniejsze, że cała podróż przebiegła bez problemów. No, może prawie bez problemów, bo po powrocie okazało się, że rozsypała się rolka prowadząca łańcuszek rozrządu. Dobrze, że stało się to dopiero po trasie i że po drodze nic się nie wydarzyło.

Pogoda była raczej średnia. Dzień chłodny, miejscami popadało, ale na szczęście do domu udało się wrócić na sucho. Za to Kotlina Kłodzka zrobiła na mnie duże wrażenie. Widoki były naprawdę świetne i co chwilę zatrzymywałem się, żeby zrobić kolejne zdjęcie. Przez to oczywiście przejazd trochę się przeciągał, ale przecież nie po to jedzie się motocyklem w góry, żeby tylko patrzeć na zegarek i pilnować średniej prędkości.

Tempo jazdy było więc różne. Od Wałbrzycha do Szczecina jechałem już znacznie sprawniej, bo była to, przynajmniej dla mnie, mniej ciekawa część trasy. Najbardziej dało mi się we znaki ostatnie 200 km. Co ciekawe, po przyjeździe nie bolały mnie specjalnie kości ani mięśnie. Bardziej zmęczona była głowa od ciągłego skupienia i wielogodzinnej jazdy.

Motocykl jest już naprawiony i może jechać dalej. Ostatnio zrobiłem nim również trasę na Hel, gdzie wcześniej jeszcze nie byłem. W ciągu tych 14 miesięcy odwiedziłem nim już między innymi Kujawy, Kampinos, Sudety, Kaszuby, sporą część Pomorza i zachodniopomorskich pojezierzy, Trójmiasto oraz Tatry podczas pobytu w Wiśle. Do tego dochodzi jeszcze sporo innych miejsc, których nie sposób tutaj wymienić.

Przez 14 miesięcy wyszło mi 42 000 km. Chyba całkiem nieźle, szczególnie jak na motocykl klasy 125 cc. Był nawet miesiąc, w którym zrobiłem ponad 6000 km. Przy spalaniu około 2 l/100 km nie jest to na szczęście jakiś wielki cios dla portfela. 🙂

Barierę 800 km w ciągu jednego dnia przekroczyłem już drugi raz. Pierwszej takiej trasy nie udokumentowałem. Była to jednodniowa wycieczka do Karpacza przez między innymi Świeradów-Zdrój i Szklarską Porębę. Wyszło wtedy około 830 km, ale warunki były naprawdę ciekawe – od upału sięgającego 33°C po ulewę, po której po prostu wylewałem wodę z butów.

Tak więc 125-tka jeździ dalej i jak na razie nie zamierzam jej odstawiać. Kolejne kilometry i kolejne miejsca jeszcze przed nami. Zobaczymy, gdzie tym razem nas poniesie.