"John_076" Janusz Reiter

Johny

CERTYFIKATY:

Droga była deszczowa, słoneczna, mokra, czasami trudna, ale przede wszystkim nasza.

Johny

Przygoda z „Miękką Dupą” zaczęła się całkiem przypadkiem. Pojechaliśmy do Torunia na pogrzeb naszego przyjaciela, Lecha Trawińskiego. Odprowadziliśmy go na cmentarz, a po ceremonii pogrzebowej członkowie grupy Dziki Junak udali się na wspólny posiłek. Po kawie zdecydowaliśmy, że pojedziemy dalej – Czapelka, Niuniek i ja. Obraliśmy kierunek na Balaton, jednak pogoda pokrzyżowała nam plany. Nadciągały deszcze, więc zmieniliśmy trasę.

Najpierw pojechaliśmy do naszego kamrata Królika i jego przesympatycznej Małżonki 🥰, gdzie nas nakarmili i przenocowali. Rano rozstaliśmy się z Niuńkiem, który musiał wracać do domu, bo czekały na niego obowiązki. Ja z Piotrkiem ruszyliśmy dalej – z Jarocina w kierunku trójstyku Polski, Czech i Niemiec. Tu wypiliśmy wyśmienitą kawkę i przekąsiliśmy małe co nieco. Później jechaliśmy wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Raz byliśmy w Czechach, raz w Polsce. Tak przemierzaliśmy kolejne kilometry, aż dotarliśmy do Wałbrzycha. Odwiedziliśmy tam kamrata Mirasia z, jak to opowiadał napotkany lokalny moturzysta, „Gangu Dzikich Świnek”. (Mirasiu, wiesz, o co kaman) 😊

Na nocleg zawitaliśmy do nieśmiertelnej Złotej Rybki. Następnego ranka, kiedy tylko wstaliśmy, zaczęło padać. Deszcz towarzyszył nam praktycznie przez cały dzień, aż do Żywca. Dojechaliśmy tam kompletnie przemoczeni, ale jednocześnie szczęśliwi, że udało nam się przejechać kolejny kawał drogi.

W hotelu na szczęście działały grzejniki, więc suszyliśmy nasze ubrania, jak tylko się dało. Rano pogoda całkowicie się zmieniła. Wyszło słońce i zrobiło się pięknie. Ruszyliśmy więc dalej, ponownie wzdłuż granicy – raz po stronie słowackiej, raz po polskiej.

Dojechaliśmy aż do Drymak, gdzie zatrzymaliśmy się na polu namiotowym. I właśnie wtedy narodził się pomysł. Skoro do domu zostało nam jeszcze ponad 800 kilometrów, to może zrobimy coś więcej? Może zrobimy „Miękką Dupę” – 500 mil?

Pomysł szybko zamienił się w czyn. Rano toaleta, kawusia, jedzonko i w drogę. Dojechaliśmy do stacji benzynowej w Dukli. Zatankowaliśmy i właśnie tam został wykonany pierwszy wpis do naszego rejestru:

**Dukla – godzina 8:42.**

Od tego momentu zaczęła się nasza jazda na północ, w stronę morza. Kolejne punkty na trasie to:

**Dukla → Niedrzwica Duża → Pieńków → Warszawa → Stężyca.**

Kilometry uciekały, ale nigdzie się nie spieszyliśmy. Mieliśmy czas. Cieszyliśmy się jazdą, rozmową, motocyklami i przede wszystkim swoim towarzystwem. Odwiedziliśmy po drodze Pomnik Rzezi Wołyńskiej. Pomnik robi wrażenie.

Do Stężycy dotarliśmy o godzinie 22:46. Cała podróż była niezwykle przyjemna. Trwała praktycznie cały dzień, ale nie była wyścigiem. Była spokojną, motocyklową przygodą, którą będziemy długo pamiętać. Zwłaszcza że pokonaliśmy tę drogę na naszych poczciwych Junakach M10 😊.

Droga była deszczowa, słoneczna, mokra, czasami trudna, ale przede wszystkim nasza. Łącznie pokonaliśmy…

I właśnie tak, całkiem przypadkiem, zrealizowała się nasza kolejna motocyklowa historia – „Miękka Dupa – 500 mil”.

Dziękuję bardzo za uwagę.

Co następnym razem?… Może Afryka?