CERTYFIKATY:
Tour de Pologne w pogoni za "The Wild One"
Ja (Rolbas) wystartowałem z Kościerzyny o 04:20, Jarosław Dostojny vel Kuria z Ostródy sporo wcześniej i spotkaliśmy się koło Wejherowa, kontynuując wycieczkę razem.
Cel poboczny Tour de Pologne_2025 → 1000 mi/24 h byłby osiągnięty, bo mimo jazdy w upale bocznymi drogami tempo było zacne.
Jednak po przebyciu ok. 1000 km w 11 godzin mój nawigacyjny telefon miał wypadek. I to dosłownie wypadek, bo wypadł z uchwytu. Już raz mi wypadł w Pompejach w 2024, ale kulturalni Włosi po nim nie przejechali. Tym razem tego szczęścia nie miałem i ekran roztrzaskał się w drzazgi. To spowodowało duże opóźnienie w kontynuacji podróży, bo jakoś trzeba było najpierw telefon znaleźć, pozbierać zwłoki do reanimacji i na nowo wytyczyć trasę w drugim telefonie.
No i kontynuowaliśmy z zamiarem: jak się uda, to się uda, ale nic na siłę. A gdy po drodze coś ciekawego zobaczymy, to obowiązkowo pauza. Na przykład zatrzymaliśmy się na dłużej w Lubomierzu, gdzie kręcili „Samych swoich”.
Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy, ale ciągle była szansa, aby te 1610 km w 24 h wykręcić.
Siódme tankowanie, ze stanem kilometrówki 1341 km, o godzinie 01:05 w Mszanie Dolnej ciągle stwarzało bardzo realne matematyczne szanse, aby w ponad 3 godziny przejechać 269 km. Jednak to pociągałoby za sobą konieczność zrobienia detouru na „S-ki”. To z kolei kłóciłoby się z naszymi wstępnymi założeniami, aby S-ek unikać, jeśli to możliwe. Zgodziliśmy się więc, że pomimo tego, że orderu „The Wild One” nie zdobędziemy, będziemy kontynuowali Tour de Pologne drogami lokalnymi.
Prawdę mówiąc, Jarek, mając na liczniku ponad 100 km więcej, mógłby spokojnie pocisnąć na ten order, ale chyba nie chciał iść na wynik, skoro ja nie bardzo miałem szansę. Trzeba docenić jego zachowanie!
W górach zapadły ciemności iście egipskie, drogi były kręte, temperatura mocno spadła, a jednak zmęczenie upałem i drogą dało znać o sobie. Uznaliśmy więc, że skoro orderu nie będzie, to udaliśmy się na spoczynek na Orlenie. I tak na ławeczce na stacji trzy godziny przechrapaliśmy.
Po pobudce przez młodzież wracającą z dyskotek i kupującą na stacji coś „na dobicie” postanowiliśmy spróbować przejechać 1500 mi/36 h. Ale znów — niespiesznie, a jeśli coś ciekawego czyjeś oko zobaczy, to pauza!
Tak pobieżnie obejrzeliśmy m.in. Zamość i Stadninę Koni Arabskich w Janowie Podlaskim. To było do zrobienia, ale szczerze mówiąc, dopadło nas mocne zmęczenie (i ulewa), więc, skupiając się raczej na delektowaniu się jazdą, odpuściliśmy.